09
Maj 2010
Polska prewencja atomowa
Autor: dotdenial
Komentarze (8)
Wersja do druku
Co tam u nas w atomie? Polska wdraża sobie program budowy elektrowni jądrowej. Zamęt, ale i gratka - i to nie tylko dla naukowców. Organy ścigania postanawiają bowiem zaprezentować ludziom, jak dbają o bezpieczeństwo jądrowe kierując formację uzbrojoną do mieszkania 16-latka, będącego w posiadaniu minerałów, zawierających śladowe ilości promieniotwórczego pierwiastka (uranu), od którego włosy stają dęba szarym obywatelom. Najciekawszymi substratami tejże reakcji są: Policja + prawo atomowe, co jest wynikiem absolutnego przypadku i pecha dla tego drugiego (nie wspominając o dzieciaku).
Ten, kto oglądał reportaż w TVN (bardzo proszę - link), zauważył z pewnością, że telewizja to gumka od majtek długości równika. Pytanie, czy technika jądrowa to temat, który powinno się naciągać. Społeczeństwo i tak chowa się pod łóżko, po długim procesie szpikowania sensacjami (i nierzadko bzdurami) na temat radioaktywnych sąsiadów z Ukrainy. Takimi ofiarami dezinformacji mogą być także urzędnicy. I tak – wciągnięta w zabawę Pani IOR (Inspektor Ochrony Radiologicznej) spacerowała po klatce schodowej naszego bohatera, kierując sondę licznika GM na ściany starej konstrukcji. Hm, być może ten smarkacz – łajza złośliwie wmurował kilka kamyków. Przecież na pewno wiedział, że skierują do niego Służby, celem rozliczenia go za posiadanie skrawka natury, który faktycznie wykazuje właściwości promieniotwórcze (podobnie jak setki innych materiałów znajdujących się wokół nas). Taki poziom promieniowania jest ogólnie przyjęty w starym budownictwie
– uznała Pani IOR. Nie można mówić o zwiększonej mocy dawki promieniowania gamma
– rzekła, prezentując moc dawki 0,08uSv/h, po wykonaniu pomiaru promieniowania tła. Kurcze, nie ma sensacji. Zbawieniem reportażu okazała się starsza mieszkanka kamienicy, gdzie urzędował handlarz "artefaktami", mówiąca, że jej córka ma małe dzieci i teraz to ona nie wie: czy czasem jej dzieci nie będą napromieniowane
. Zostały zlecone badania lekarskie.
Czas podliczyć zyski i straty. Społeczeństwo oprócz korzyści z przepłaconego strachu, wynikającego z niewiedzy nie ma nic. Gorzej - obywatele pozbyli się tymczasowo jednego pasjonata "najnudniejszych" obecnie dla młodzieży dziedzin nauki i kierunków studiów. Policja zyskała za to tzw. bardzo niebezpieczną akcję z materiałami jądrowymi. Akcja ta do tanich nie należała - w gwoli przypomnienia. I teraz śmietanka tego teatru: no to po wszystkim poinformujemy i poprosimy o zdanie Państwową Agencję Atomistyki ...
Poniekąd to działanie prewencyjne, które zniechęci poszukiwaczy do: wydobywania, przechowywania i co najgorsze – do przesyłania radioaktywnych znalezisk drogą pocztową. Dla jakiego pracownika poczty (jego świadomości) byłoby to przyjemne: siedzieć, sortować, a po kilku godzinach podnieść leżącą obok "świecącą" przesyłkę (np. z blendą smolistą) i przekazać ją we wskazany rejon "wrzucając" listonoszowi wspomniany skarb do torby? Dawka pochłonięta niekoniecznie musi powalać, ale można sobie tego po prostu nie życzyć? Oczywiście, można, ale taki fakt, to nuda – dobre dla lokalnej gazety.
Ostatnio edytowany 09 Maj 2010 przez dotdenial 
Kategorie: Promieniotwórczość Ręce opadają
1
2009